Niniejsze miejsce jest kontynuacją bloga, znajdującego się pod adresem www.ptasznie.blox.pl. Wszystkie wpisy znajdują się także na stronie >www.sites.google.com/site/ptasznie/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powrót do klatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powrót do klatki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2011

Porządki

DSC04032

 

Zmiana umeblowania w klatce oznaczała dłuuugą niechęć nierozłączek do powrotu. Z tym problemem(?) poradziliśmy sobie. Ot, meble (czyt. żerdzie) wymieniam w czasie gdy papugi są w klatce. Nie mają wtedy wyboru. Trzeba przecież gdzieś przycupnąć. Poza tym, ptasie meble służą nie tyle do siadania (no chyba, że są z jakiegoś starego drzewa) ile do przerabiania na nici.

Do tego momentu sytuacja opanowana. Problem wraca gdy całą kuwetę trzeba wykąpać, czyli raz na tydzień. Stałe dni. Środa to sprzątanie ręczne, niedziela, ewentualnie sobota, pół-mechaniczne (pod prysznicem). Nie znalazłem sposobu by kuwetę odpiąć, wynieść, a ptaki by łaskawie i grzecznie zechciały poczekać w klatce. Można oczywiście całą klatkę przenieść na płaski stół, ale wtedy z innej strony mi sie dostanie. 

Co nierozłączki robią, gdy kuweta wróci na miejsce? Jak widać, obserwują :))DSC04035  DSC04033

Której pierwszej znudzi się takie tylko spoglądanie na pełne karmniki, ta drogę wskaże. Potem już “z górki” i zaczyna się wchodzenie-wychodzenie, wchodzenie-wychodzenie… w nieskończoność. Po drodze zabierane są kawałki gałęzi – czasem w poprzek się taka gałąź ustawi i nijak przez drzwi się nie mieści :)

niedziela, 30 maja 2010

Replay

Historia lubi się powtarzać. Tym razem nie zmieniłem nic w klatce. Tradycyjnie tylko umyłem kuwetę, wyłożyłem dno nowymi kartkami.

Od rana nierozłączki chętnie wyleciały. Wyglądały na zadowolone, Ćwierkały niesamowicie i zwiedzały wszystkie znane sobie kątki. Ok. godz. 14,00, a więc o stałej porze, uspokoiły się i zaczęły okupować żyrandol. O powrocie do klatki nie myślały, a może?
Bez picia, choć woda stoi na stole w znanej im miseczce, bez jedzenia bo pełne karmniki w klatce. Ptaszory na żyrandolu to drzemkę ucinały, to sie kłóciły nie groźnie, to znowu umizgi wzajemne uprawiały.
Prosiłem, kazałem, znowu prosiłem. Żal mi ich było, bo głodne, w gardziołkach susza afrykańska. W zamian otrzymywałem trele nierozłączne na znak swojej żyrandolowej przewagi.
Ulitowałem się i karmnik w dłoń wziąłem. Ręka nie mdlała bo długo czekać nie musiałem. Pierwsza nierozłączka...
za nią towarzysz głodówki
wspólnie się posilali, szybciutko
by za chwilkę ponownie na swój punkt obserwacyjny odfrunąć.
Od ok. 21,00 przeniosły się na obgryzione, częściowo zmielone klatkowe dzrewko. Stamtąd rzewnie spoglądały w dół, na swoją klatkę, na karmniki, na poidła pełne wody.
Małymi kroczkami, ostrożnie, kilkakrotnie stojąc na balkoniku nierozłączka spoglądała do wnętrza i ponownie wracała na drzewko. Więcej odwagi i jest w środku, za nią "bohater ze spalonego teatru".
Nareszcie mogę otworzyć okna i przewietrzyć :)))

Tym razem nie wiem co je wystraszyło. Zmiana kartek w kuwecie? W tygodniu ładnie wracały, bez problemów się odbywało. Fakt, że kuwety nie czyściłem, chcąc im właśnie stresu zaoszczędzić po ostatnich problemach z powrotem.

niedziela, 23 maja 2010

Nierozłączki...

... od rana swobodnie sobie fruwają. Wyczyściłem klatkę, karmniki, poidła, nasypałem świeżych kiełków pszenicy, zawiesiłem brzozowe gałązki. Na stole miseczka z wodą, w której chętnie się wykąpały. Normalnie wracały do klatki ok. 14 (jeśli fruwają od rana), późniejszym popołudniem zawsze była druga tura. Tym razem nie chciały wrócić.

Późny wieczór, ptaszory głodne. Do klatki ani myślą. Wyraźnie czegoś się boją. O co chodzi? Gałązki znają. Dodatkowo powiesiłem przy wejściu proso senegalskie. Nic. Usadowiły się na zewnętrznych gałęziach nad klatką i spoglądają w dół. Zaczęły przelatywać z gałęzi na żyrandol i znowu na gałąź. Wyraźnie głodne.

Pomogę. Sposobem na pełen karmnik. Jeszcze tego nie robiłem. Ręka mdleje, zbliżam coraz bardziej, ostrożnie. Chłopak odważniejszy i sprytniejszy. Bez wchodzenia na rant łapie ziarenka. Podsuwam dziewczynce, ta siada bez większych oporów na rancie, więc powolutku zbliżam do wejścia klatki. Uciekła. I tak kilka razy, aż udało się. Samiczka na żerdzi. Podsuwam przynętę nierozłączkowi, historia się powtarza i po dłuższej chwili sukces.

Chwilę siedzą na żerdziach, boją się czegoś. W końcu, widok pełnych "talerzy" kusi i powolutku zaczynają jeść, pić. Deserem jest proso i kiełki - w takiej kolejności. Przełamały jakiś strach. Nie wiem o co im chodziło. Może o te gałęzie,które podczas nieobecności papug zawiesiłem? Tylko one nie były rutyną, zazwyczaj zawieszałem je podczas obecności ptaków w klatce. Pierwszy raz miałem taki ambaras.